Klusky

Site menu:

Archives

Meta

IRAN 2007

W 2007 roku wybraliśmy się do Iranu, gdzie podjęliśmy próbę zdobycia Demawendu.

Demawend to najwyższy szczyt Iranu. Ba. To nawet najwyższy szczyt na całym Bliskim Wschodzie, oraz najwyższy wulkan w Azji (za to nie ręczę, ale tak piszą w angielskiej wikipedii). Jego wysokość podawana jest różnie, ale zawsze jest to wiecej niż 5600 m npm. (od 5606 do 5671).  Demawend leży jakieś 60 km na pólnocny-wschód od Teheranu. Dotarcie na szczyt nie jest trudne i jeśli próbuje się tego wyczynu latem, może dać dużo bardzo potrzebnej ochłody od wszechpanującego tam upału. Ale może też nieźle dać w kość…

Film dokumentuje nasze kilkudniowe zmagania z tą górą w lipcu 2007 roku.

Początkowo góra nie przedstawiała większych problemów, wydawała się wręcz banalna - typowy wulkan o kopiastej, stożkowej budowie. Ale od drugiej bazy (ok 4100 m npm.) zaczęły się problemy związane z chorobą wysokościową: zawroty głowy, brak snu, mdłości, brak pragnienia, apetytu. Każdy krok okupiony był zadyszką. W dodatku dziewczyny złapały przeziębienie. Ostatecznie mimo trzech dni aklimatyzacyjnych na szczyt udało się wejść męskiej części wyprawy, czyli Gawłowi, Juszy i mnie.

SZCZEGÓŁY

dojazd: z Teheranu do Poulour autobusem, potem trzeba coś wynająć do pierwszej bazy (ok. 3 tys. m npm)

opłata: 50 USD (małych głów nie przyjmują. dla niewtajemniczonych - małe głowy to stare dolary, właśnie z małymi główkami prezydentów. nie honorują ich w wielu krajów trzeciego świata uważając za nieważne)

warunki pogodowe: my mieliśmy dobre. od 4 tys (druga baza) temperatura spada w lipcu do ok. 0 stopni. w samym kraterze może być - 20 w nocy. Możliwe burze śnieżne

Link do aktualnej prognozy pogody znajdziecie tutaj: Pogoda na Demawencie

aktywność wulkaniczna: mała, choć tuż pod szczytem znajdują się wyziewy siarkowe, które mocno przeszkadzają w oddychaniu. Wskazane chusty lub maski, ale jak wieje uparcie w jedna stronę to nie na wiele się zdają.

Ciekawostki: na dnie krateru urzęduje dziwnmy mężczyzna w zółtym kombinezonie. Na pierwszy rzut oka wygląda jak naukowiec (z daleka go widać), ale po rozmowach z miejscowymi okazało się, że to schizofrenik, który wybrał sobie dno wulkanu na siedzibę. (Jeśli ktoś wiec coś więcej na jego temat prosze niech do mnie napisze).


Write a comment